Niedzielny poranek. Słyszę odgłos karetki jadącej na sygnale.

Ale zaraz, chwila, przecież ja nie mieszkam tak blisko ulicy, aby słyszeć odgłosy przejeżdżających pojazdów.

Unoszę głowę, rozglądam się dookoła i dopiero dociera do mnie, że obudziłam się w nowym mieszkaniu.

Tak, przeprowadziłam się. To już 2 raz w przeciągu dwóch miesięcy. Chwile trwało, abym ogarnęła ten fakt o poranku.

Malta, Polska, Sri Lanka, Indie, Portugalia, Hiszpania, Szwajcaria, Ukraina- tyle miejsc udało mi się odwiedzić w okresie ostatnich 11 miesięcy. W jednych zostawałam dłużej, w innych krócej. W każdym miejscu czułam się zupełnie inaczej. Były okresy, gdzie codziennie budziłam się w innym miejscu, ponieważ często wybierałam nocne podróżowanie, aby zaoszczędzić czas.

Dziś obudziłam się w centrum Warszawy. I mimo, iż to nie tropiki, od rana towarzyszył mi wewnętrzny spokój. Aż czułam się dziwnie… Jak mogę odczuwać szczęście, spokój, zadowolenie, bez żadnych fajerwerków, bez plaży, palmy obok?!

Tego poranka cieszył mnie zapach zaparzonej kawy, pyszne śniadanie i towarzystwo osoby, przy której mogę być sobą. Mogę chodzić w piżamie, w nieuczesanych włosach, mówić, co myślę i czuję…

Tego poranka doceniłam, że mam obok siebie kogoś, kto mnie rozumie, a jak nie zawsze wszystko rozumie, to po prostu mnie akceptuje. To uświadomiło mi, że nie ważne jest miejsce.

Ważną lekcję, którą odrobiłam w czasie ostatnich przeprowadzek to:

Nie przywiązuj się do rzeczy materialnych

Kiedyś byłam typem zbieracza. Bardzo ciężko pozbywałam się niepotrzebnych rzeczy, czy ubrań. Chowałam je głęboko w szafie, pełna nadziei, iż jeszcze ujrzą światło dzienne. Oczywiście, nigdy to nie nastąpiło.

Kiedy wyruszałam do Azji na pół roku, mój plecak miał delikatny nadbagaż. Ważył 32kg. Wydawało mi się, że na taki okres czasu, potrzebuje mnóstwa rzeczy. Życie zweryfikowało to bardzo szybko, gdy już na Sri Lance w hostelowym pokoju zostawiłam około 6kg ubrań, ponieważ przemieszczanie się z tak ciężkim plecakiem było utrapieniem, a niektórych ubrań wcale nie założyłam. Wtedy zaczęłam uświadamiać sobie, że kolejne leginsy czy sukienka są zbędnym balastem.

Dla porównania z Indii do Polski leciałam z 15kg. Wzięłam tylko to, co fatycznie uważałam, że się przyda. Resztę zostawiłam w Delhi.

I tu musze zaznaczyć, iż przy każdym wyjeździe czy przeprowadzce pozbywałam się niepotrzebnych rzeczy. Przyznam, że wywoływało to we mnie cudowne emocje… Czułam się parę kilogramów lżej na duszy…

Zrozumiałam by mogło przyjść nowe i lepsze, najpierw trzeba opróżnić stare, wysprzątać i zrobić miejsce.

Kolekcjonuj piękne wspomnienia, nie rzeczy.

Dziś zamiast kolekcjonować rzeczy materiale, pieniądze wole wydać na swój rozwój czy kolejny bilet lotniczy, który zabierze mnie w miejsce, o którym marze.

Zrozumiałam, że nowy ciuch, lepsze auto czy większe mieszkanie to nie jest prawdziwe SZCZĘŚCIE.

A jakie jest Wasza podejście do tematu? Dzielcie się swoimi spostrzeżeniami!