Minęły 3 dni od powrotu z Azorów, a ja nadal wracam wspomnieniami do tego wyjazdu, oglądając zdjęcia w telefonie. Sao Miguel, to wyspa liczącą około 150 000 tysięcy mieszkańców. Wielość tej wyspy to długość 65 km i szerokość 16 km. Z pewnością na upartego można byłoby ją zwiedzić w ciągu jednego dnia, ale zdecydowanie polecam smakowanie tej wyspy kawałek po kawałku.

W ostatnim poście pisałam o locie, zakwaterowaniu i pogodzie. Dziś chciałabym pokazać Wam miejsca, które udało mi się odwiedzić i które wywarły na mnie największe wrażenie. Szczerze, czuje jeszcze jakiś wewnętrzny niedosyt tego miejsca. Widoki wywołują zachwyt na każdym kroku, a zasada, aby nie mieć planu sprawdza się idealnie. Najlepiej już na miejscu, plan podroży dostosować do pogody. Tak, do pogody, bo na Azorach to ona jest wyznacznikiem podróżowania.

Nie skłamie, gdy napiszę, że, Sao Miguel okazało się jedną z najpiękniejszych wysp, jakie kiedykolwiek widziałam!

Ponta Delgada

Stolica jest idealną bazą wypadową. To tu mieszkałam, w centrum miasta przy Portas da Cidade. Po mieście spokojnie możecie poruszać się pieszo i eksplorować miasteczko, pięknymi i wąskimi uliczkami, o dużej ilości restauracji, kawiarni i barów. Mimo, iż miasto nie tętni życiem, jest klimatyczne i architektura zdecydowanie różni się od kontynentalnej Portugalii, dlatego warto je odwiedzić.

Sete Cidades

To miejsce skradło moje serce. Największa perełka dla każdego turysty i najpiękniejsza wizytówka wyspy.Punkt widokowy Sete Cidades też warto odwiedzić, tu wszystko zależy od naszego szczęścia z pogodą. W czasie mgły nie zobaczycie nic, a jeżeli będzie słoneczny dzień, to ten widok zapamiętacie do końca życia. Panorama Sete Cidades najlepiej wygląda z opuszczonego hotelu-Monte Palace, który okazał się totalnym niewypałem i właściciel zbankrutował. Warto wejść na dach, z którego zobaczycie z jednej strony ocean a z drugiej dwa jeziora, z których każde ma inny kolor.

Punt widokowy Sete Cidadaes
Opuszczony hotel- Monte Palace
Sete Cidades
Strój www.prozis.com

Lagoa do Fogo

Lagao do Fogo, jest jednym z największych zbiorników wodnych na Azorach. Do jeziora wiedzie cudowny szlak wzdłuż niezwykłej doliny- trasa Praia – Lagoa do Fogo. Nie miałam okazji wędrować w dół do jeziora, ale podziwiałam piękne widoki z góry.

Lagao do Fogo

Povoação to Faial da Terra

Faial da Terra to mała wioska należąca do Povoação. Dzikie piękno- takie mam skojarzenia, gdy myślę o tym miejscu. Kolejna trasa trekkingowa, podczas której co chwile widoki zapierały dech w piersi, a turystów brak. Perełka do której prowadzi droga, to wodospad Salto do Prego. Spokojnie można do niego wskoczyć i zażyć cudownej kąpieli, woda była ciepła jak na tę porę roku.

Gorreana Tea Plantation

Odkrycie którego dokonałam na wyspie to to, że Azory to miejsce słynące z plantacji herbaty. Jest to najstarsza i obecnie jedyna plantacja herbaty w Europie, która produkuje herbatę już od 1883 roku. To miejsce nie powaliło mnie na kolana, ale na pewno warto zajechać do fabryki, gdzie możecie skosztować herbaty i zakupić w niższej cenie, niż w sklepie.

Tea Plantation

Furnas

Specyficzne miejsce ze specyficznym zapachem, ale na pewno warte odwiedzenia. Kolejne moje zaskoczenie, cozido das Furnas, jedzenie, które dusi się w gorących źródłach. Wystarczy umieścić garnek z jedzeniem w ziemi i zaczekać, aż obiad będzie gotowy. Słyszeliście o takiej opcji? Całkiem fajna opcja, która daje mieszkańcom oszczędność czasu. Warto pamiętać, że zapach siarki nieźle daję się we znaki i dłuższe przebywanie w tym miejscu może skutkować bólem głowy. Tak było w moim przypadku.

Furnas

Caldeira Velha

Mimo kapryśnej pogody z której słynie wulkaniczna wyspa, ciepłą wodę do wypoczynku znajdziecie w jednym z wielu naturalnych basenów termalnych i gorących źródeł. Polecam wybrać się do Caldeira Velha. Wejście to koszt 8 EUR za osobę na 2 godziny, można korzystać z całego obiektu.

Caldeira Vehla

NATURA.

Zdecydowanie tak to sobie wyobrażałam. Wulkaniczny rodowód wyspy jest widoczny prawie na każdym kroku. Park Caldeira Velha to miejsce, gdzie ziemia oddycha poprzez furmaole, woda „gotuje” się do prawie 100 C, a ja czułam się jak w prawdziwej dżungli.
Znajdują się tu średniej wielkości baseny gdzie można zanurzyć się w gorącej wodzie, której temperatura sięgała do 38 stopni, a największą atrakcję stanowi kąpiel pod wodospadem.

To moje TOP miejsca, które wywarły na mnie największe wrażenie, ale nie wszystkie. Mam jeszcze kilka perełek, które opiszę w kolejnym poście.

Ściskam,

Izabela.