Podsumowując moje dotychczasowe życie, które trwa już 30 lat, niejednokrotnie usłyszałam, że mam w sobie dużo odwagi. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam, nie analizowałam swoich poczynań i decyzji. Dziś postanowiłam uświadomić sobie, jakich czynów dokonałam, które SAMA uważam za odważne.

CZYM JEST TA ODWAGA?

Dla każdego będzie to miało inne znaczenie. Co człowiek to inna definicja. W głowie u niektórych pojawia się skok na bungee, wyjazd na misje lub podróż dookoła świata. A co z odwagą w życiu codziennym?

A dla mnie?

Uśmiecham się sama do siebie, pisząc to. Ja, perfekcjonizm chyba wypiłam z mlekiem matki. Czy znasz to uczucie, że cokolwiek byś nie zrobił, jest za mało? Miałam tak często. Za często. Tysiące porzuconych idei, planów, niespełnionych marzeń. Brak odwagi spowodowany był lękiem przed porażką, przed upadkiem. Wtedy wydawało mi się, że lepiej nie zaczynać nic, bo to uchroni mnie przed porażką. Zwyczajnie nie miałam tyle siły i odwagi by stanąć twarzą w twarz ze strachem, który w głowie tworzył tysiące projekcji: „Nie dasz rady”, „Nie bierz się za to”, „Nie ryzykuj”.

Aż nadszedł przełomowy moment…

Uświadomiłam sobie, że nie mam nic do stracenia, bo życie które wiodę nie jest tym, o którym marze. I dopiero wtedy krok po kroku, po omacku, szłam przed siebie pewniej i stabilniej stawiając swoje kroki. Oczywiście upadków po drodze była niezliczona ilość, czasami chciałam się poddać, zastanawiałam się czy jest to dobra droga, czy to ma sens. Ale szłam dalej…

DZIŚ, jeszcze przez 15 dni jako 30latka, przyznaję, że wymagało to wiele odwagi, cierpliwości i pokory ode mnie by być w tym miejscu, w którym jestem i piszę ten post, popijając kawę.

„Stań na pierwszym planie. Żyj jak bohater. Bądź główną postacią. Bo inaczej po co nam to życie?”

Odważyłam się

Rok 2018- był rokiem przełomowym.

Odważyłam się porzucić stabilną posadkę w korporacji i wyjechałam do Indii, gdzie ukończyłam kurs nauczycielski jogi.

Odważyłam się na rozwód i zostałam singielką.

Odważyłam się prosto z rozprawy rozwodowej, wsiąść do samolotu i wylecieć do Azji, gdzie uczyłam jogi na Sri Lance.

Odważyłam się, zmieniłam destynację i zamiast wrócić po 3 miesiącach na Sri Lance poleciałam do

Do Indii. Wylądowałam na Goa.

Ten rok dodał mi ogrom SIŁY!

Myślisz, że się nie bałam? Momentami trzęsłam się jak galareta, myśląc, co ja robię ze swoim ustabilizowanym i poukładanym życiem i czy ja tak mogę?

Zmierz się z tym czego się boisz. Nie uciekaj, nie zagłuszaj. Kochamy ucieczkę, która wydaje się najlepszym rozwiązaniem problemu.

Ryzykuj!

Marz!

Działaj!

Ściskam,

Izabela.